piątek, 27 czerwca 2025

"Ogniem i Mieczem" - Henryk Sienkiewicz

    Uważam, że Ogniem i Mieczem to najlepsza książka Henryka Sienkiewicza. A na pewno moja ulubiona, gdzie to uwielbienie wywołał jednak sławny na całą Polskę film. Musiało jednak upłynąć sporo czasu, nim w końcu przemogłam się, by przeczytać tę książkę. Sienkiewicz jednak kojarzył mi się z katorgą, jaką przeżyłam, gdy w szkole kazano mi czytać Krzyżaków. Bałam się języka, archaizmów, nawiązań historycznych, kontekstu, które siłą rzeczy są mi odległe. A finalnie okazało się, że to wcale nie jest takie straszne.

    Młodzież niechętnie sięga po klasyki literatury - zwłaszcza polskiej. Szkoła od dawna nie staje na wysokości zadania jeśli chodzi o omawianie i kanon lektur. Dlatego, choć pokoleniowo powtarzamy, że Mickiewicz wielkim wieszczem był - to tak naprawdę mało kto z nas go lubi. I z Sienkiewiczem jest identycznie. Dostał Nobla, filmy nakręcono na podstawie książek świetne - ale po same książki nikt nie sięga - prędzej to Polakom by ręka uschła.

    Tymczasem wcale nie czułam się, że czytam powieść, która mogłaby być lekturą szkolną obok Krzyżaków, Quo Vadis i Potopu. Lepiej - dobrze się bawiłam i to pomimo tego, że średnio na jedną stronę przypadało słowo, którego zrozumieć nie potrafiłam nawet z kontekstu zdania. Ale do tego chyba trzeba po prostu lubić literaturę historyczną lub przynajmniej netflixowe period dramy - lub być już bliżej 30 niż 18.

Ocena: 5/5.

 

"Pedagogika" - red. Zbigniew Kwieciński, Bogusław Śliwierski

 


    Absolutnie nie powinnam się brać za recenzję książki naukowej, gdy sama nie mam jeszcze nawet stopnia zawodowego. Toteż to wcale nie jest recenzja, to po prostu próba polecenia książki, która stanowi dla mnie ostatnią deskę ratunku, gdy już wszystko zawodzi.

    W mojej skromnej opinii to pedagogiczna biblia. Coś, co musi posiadać każdy student pedagogiki jeśli chce dotrwać do obrony pracy magisterskiej - przeżycia samej obrony tu już nie gwarantuję.

    Poza tym - cegła. Dobre 1100 stron, więc nie polecam trzymania jej na wyższej półce.

  Pedagogika od PWN zawiera artykuły naukowe na wiele różnych tematów - od rozważań teoretycznych po praktyczne wyzwania, z jakimi mierzy się współczesna szkoła. Wszystko to zostało napisane w sposób przystępny. Dlatego mam ją w każdej bibliografii do każdego eseju, czy prezentacji.

"Upiór Opery" - Gaston Leroux

 


    Niewykluczone, że na moją ocenę składają się błędy wydawnicze - może, gdybym przeczytała Upiora Opery w innym wydaniu, to mój odbiór byłby lepszy. Świat Książki stworzył piękną serię klasyków - szkoda, że Upiorowi aż tak się oberwało. A może - to wina samego Lerouxa.

    Znam historię Upiora, bo ta ciągle przewija się w popkulturze. Powstało też kilkanaście filmowych adaptacji, z czego widziałam dwie. W końcu doszłam do momentu, by zmierzyć się z Upiorem na papieże. Skracając - Eryk wypada blado.

    Czytając, czasami trudno się zorientować, który z bohaterów właśnie przemawia - ani, że w ogóle przemawia. Książce nie brakuje też literówek - co jest wyraźnym błędem po stronie wydawnictwa. Treść zaś po prostu klasyczna w konwencji powieści gotyckich. Pomysł genialny, ale z wykonaniem poszło już trochę gorzej. 

    Poza tym - na miejscu Charlotte po prostu uciekłabym z Paryża. No - to końcówka XIX wieku, więc by się to nie udało. Dziewczyna jednak ewidentnie nie miała w kim wybierać - w przeciwieństwie do naszej polskiej Heleny Kurcewiczówny.

Ocena: 2.5/5 

"Chłopki" - Joanna Kuciel-Frydryszak

 


    Wokół Chłopek Joanny Kuciel-Frydryszak było swego czasu bardzo głośno - i wciąż jest. To niewątpliwie jedna z tych książek, które jeszcze długo będzie w pamięci wielu czytelników. Książka spotkała się z na ogół pozytywnym odbiorem, choć nie brakowało też głosów negatywnych. Autorce zarzucono zbyt emocjonalną narrację, która miała narzucić czytelnikom sposób odbioru. Z tym niezupełnie się zgadzam. Owszem - jak na literaturę faktu - Chłopki są dość dramatyczne, ale skoro pojawiły się tego rodzaju zarzuty to raczej nie na tyle, by na ten odbiór realnie wpływać.

    Pochodzę ze wsi - podobnie, jak cała moja rodzina. Dlatego też opowieść o naszych babkach jest dla mnie podtytułem dosłownym. Wiele z tego, co przeczytałam w tej książce już znałam - z rodzinnych opowieści. Stąd kojarzę pasionki, kojarzę przedwojenne warunki na wsiach. Co więcej - jedna z moich babć została zaręczona wbrew swojej woli. Do ślubu nie doszło, bo uciekła z dziadkiem.

    Na Chłopki siłą rzeczy patrzę przez pryzmat własnej rodziny - mimo, że autorka przytacza historie ludzi kompletnie mi obcych. A i tak to na swój sposób uderza. Przynajmniej u mnie treść tej książki przyniosła jeszcze więcej zrozumienia i przede wszystkim szacunku - dla moich przodków oraz korzeni. Mam też teorię, że krytyka, a bardziej głosy hejtu, wzięły się stąd, że my Polacy mamy tendencję do romantyzacji przeszłości. Wciąż mamy w głowie wieś spokojną, wieś wesołą, mimo, że ta nigdy taka nie była. 

    Co więcej - styl autorki wręcz nie pozwala na to, by się od Chłopek oderwać.

Ocena: 4.9/5

"Pokrzywa i Kość" - Ursula Vernon

 


    Pokrzywa i Kość Ursuli Vernon to dobra książka dla amatorów fantasy, którym już nieco zbrzydły klasyczne, czy też trendujące współcześnie motywy w powieściach tego gatunku. Otóż mamy tu z pozoru prostą historię - w końcu baśń, która na szczęście nie jest pisana w formie baśni. Sęk w tym, że wszystko w tej baśni jest wywrócone do góry nogami.

    Otóż - zamiast księżniczki w opałach za główną bohaterkę mamy niezdarną zakonnicę. Zamiast księcia na białym koniu mamy złamanego życiem dezertera. Do tego niezbyt ogarniętą i z pozoru w ogóle nieprzydatną matkę chrzestną (a one w baśniach z reguły są bardzo przydatne), a także wredną, starą wiedźmę, która jak raz nie staje po tej złej stronie. Każda grupa bohaterów potrzebuje też swojego zwierzątka - jak to się ma np. w Scooby Doo, czy prawie każdej bajce Disneya. W tym przypadku w tę rolę weszła kura... opętana przez demona.

    Pokrzywa i Kość to mroczny retelling baśni. Nie brak w niej przy tym sporej dawki sarkastycznego humoru. I nie brakuje tematów poważnych - zbyt poważnych, by była to książka dla dzieci. To świetny przykład zabawy konwencją i stworzenia czegoś oryginalnego na tle powtarzalnych treści.

Ocena: 4/5.

"Vicious" - Victoria Schwab

 


    Wszyscy kochamy Marvela - no dobrze, są tacy, co całym sercem stoją po stronie DC. No i tacy, którzy na ogół mają gdzieś tych wszystkich super bohaterów. Na potrzeby tej recenzji uznajmy, że każdy kto to czyta jest fanem Marvela. Wszyscy się zatem zgodzimy, że komiksy lubią się powtarzać, co w ostatnim czasie trapi także filmy na ich podstawie. Więc aby się nie nudzić, a jednocześnie wciąż mieć tematyki super bohaterów pod dostatkiem - polecam książkę (a właściwie duologię) Victorii Schwab.

    Vicious to opowieść o dwójce przyjaciół, którzy są super bohaterami. Prawie. Bardziej pasuje do nich określenie szaleni naukowcy. W zasadzie to są przede wszystkim znudzonymi studentami, którym najwyraźniej uniwersytet nie zapewnił wystarczającej ilości wrażeń. Toteż zapewnili sobie rozrywkę sami, a potem jeden z nich trafił do więzienia, gdzie spędził dekadę na planowaniu zemsty na tym drugim. Więc wysoce prawdopodobne, że określenie przyjaciele jest równie błędne co saper bohaterowie.

    W zasadzie to ciężko stwierdzić, kto tu jest dobry, a kto zły - chyba nikt. Większość postaci balansuje gdzieś na granicy szarej moralności. Wokół nich zaś rozgrywają się wydarzenia silnie związane z takimi tematami, jak samo dobro i zło, ale również zdrada, trauma religijna, śmierć i najzwyklejsze w świecie zagubienie w świecie. Świecie, który zmienia się bardzo szybko, co można potraktować jak swoistą aluzję. Aluzję do tego, co może się wydarzyć, gdy geniusz i właściwe narzędzia trafią do niewłaściwych osób.

    Victoria Schwab jednocześnie stworzyła bardzo realistycznych bohaterów, którym przynajmniej ja wierzę. Mimo, że normalni to oni nie są. 

Ocena: 5/5.


 


"Wschód słońca w dniu dożynek" - Suzanne Collins

 


    Minęło już ponad 10 lat od czasu, gdy Suzanne Collins porzuciła pisanie literatury dla dzieci i zawojowała świat trylogią Igrzysk Śmierci. Książki okazały się na tyle dużym sukcesem, że wkrótce każda z nich została zekranizowana. Przez lata tysiące młodych ludzi śledziło dramatyczne losy Katniss Everdeen i Peety Mellarcka osadzone w tragicznym uniwersum Panem. Uniwersum, które z pozoru zdaje się być odległe naszemu światu - a tymczasem to właśnie nasz świat stanowi główną inspirację dla Suzanne Collins.

    W jednym z wywiadów przyznała, że inspirację do napisania Igrzysk znalazła pewnego wieczora, gdy oglądała telewizję. Skakała po kanałach, na przemian wsłuchując się w informacje na temat ówcześnie toczonej wojny (podobno w Iranie, w tej chwili nie pamiętam), a kolejnym reality show typu The Tonight Show. Ważnym motywem w samych Igrzyskach, że tragiczny los bohaterów jest przesłonięty przez kolorową propagandę w postaci reality show - rozrywki, gdyż tak ich zmagania na arenie i śmierć są postrzegane przez najbogatszych obywateli fikcyjnego Panem.

    Suzanne Collins stwierdziła też, że następne książki z tej serii powstaną, gdy będzie miała coś do powiedzenia. Innymi słowy - gdy to w naszym, prawdziwym świecie wydarzy się coś, co zainspiruje ją na tyle, by kolejna część historii powstała. W ten sposób zamilkła na kilka lat, aż nagle powstał prequel opowiadający o tym, jak w ogóle doszło do tego, że na czele Panem w roli prezydenta znalazł się psychopata. Fani domagali się zaś historii Haymitcha, bohatera znanego z oryginalnej trylogii.

    Można powiedzieć, że fani się doczekali. Chcieli, więc dostali. Pozostaje tylko pytanie, jakie wydarzenie na świecie tym razem zainspirowało Collins. Igrzyska Głodowe Haymitcha Abernathy'ego to historia, która jest znana fanom - skrót jego drogi ku zwycięstwu, a bardziej przetrwaniu poznaliśmy w części drugiej - w Pierścieniu Ognia. Nie znaliśmy jednak wielu mrożących krew w żyłach szczegółów, a także swego rodzaju motywu przewodniego tej książki - tego, jak działa propaganda. Jednak jak wspomniałam - ta część zdaje się dużo cięższa i mroczniejsza od poprzednich. Fani nie wierzyli, że autorka może ich na tym tle jeszcze zaskoczyć - a zaskoczyła. W każdej z części ginie to jedno 12-letnie dziecko - tu jednak śmierć dziecięcych bohaterów zdaje się jeszcze bliższa i jeszcze bardziej porażająca. Co niewątpliwie podkreśla brutalizm świata przedstawionego.

    Ewentualnie inspiracją autorki byli sami fani. Od kilku miesięcy z fandomie krąży żart, jakoby Collins (która nie posiada social mediów) zorientowała się, że po Balladzie Ptaków i Węży wielu fanów zaczęło romantyzować postać Coriolanusa Snowa - więc napisała Dożynki tylko po to, by przypomnieć wszystkim, kto jest prawdziwym wrogiem.

Ocena: 4.5/5

 


Szablon wykonany przez Mrs Black dla Wioski SzablonĂłw | Credit: X